FABRYKA PIZZY.

/
0 Comments

FABRYKA PIZZY.
CZEŚĆ I CZOŁEM!

Po zdecydowanie za długiej przerwie powracam do Was z masą nowych pomysłów. A właściwie to powracamy, ponieważ wraz z moją Grażynką (Nikol) rozpoczęłyśmy nasz NOWY WSPÓLNY projekt! By zaspokoić Waszą ciekawość - kilka słów wyjaśnienia. Razem z Nikol pracujemy w gastronomii i to właśnie ona będzie naszym motywem przewodnim. Oczywiście bez monotonii, po co się ograniczać! Kilka dni temu, wybrałyśmy się na obiad. Brzmi banalnie, ale to dopiero początek. Przed wyjściem, przejrzałyśmy facebook'owe menu niemal każdej znanej nam restauracji w Krakowie. Żadna, nie była w stanie sprostać naszym zachciankom. "Koniecznie kurczak i suszone pomidory, ale w sumie to nie wiem czy chce makaron, a na deser szarlotkę ale koniecznie z lodami, jak piwo to tylko pszeniczne, znajdź coś taniego bo wczoraj wszystko wydałyśmy, może Kazimierz tym razem bo rynek już mi się znudził" i tak dalej i tak dalej... W końcu jednak ruszyłyśmy na poszukiwania jedzenia. No i tak przez przypadek natknęłyśmy się na Fabrykę Pizzy, w której wbrew pozorom można dostać nie tylko pizzę! Lokal z zewnątrz jakoś szczególnie nie przykuwa uwagi potencjalnych głodnych gości, można się za to mile zaskoczyć wchodząc do środka. My odwiedziłyśmy Kazimierz, ale jeśli jest Wam on nie po drodze to z pewnością znajdziecie inną Fabrykę bliżej swojego domu (dla przykładu ulica Sławkowska, Stańczyka, Lubomirskiego czy też Kijanki). Różnice w wystroju są minimalne a menu takie samo jednak warto pamiętać: inna obsługa i inna kucharka! :)
JEDZENIE CZAS START!
Z ogromnej oferty dań głównych w końcu udało nam się wybrać coś dla siebie. Makarony zajmują chyba dwie strony w karcie i naprawdę ciężko było im się oprzeć. Postawiłyśmy na gnocchi. Ja wybrałam te ze szpinakiem, suszonymi pomidorami, czosnkiem i oliwą z oliwek a Nikol te w sosie  pomidorowym z serkiem mascarpone, kurczakiem i suszonymi pomidorami zapiekanymi z mozzarellą. Ocena? Mooocne 7/10. Jedną porcją spokojnie można się najeść i jest naprawdę smacznie. A ceny? Jak najbardziej na plus. Najdroższy makaron w karcie kosztuje nie całe 31 zł i jest to wersja z krewetkami, także fajnie, bardzo fajnie. Co do naszych napoi wcale nie tak wysokoprocentowych chyba nie muszę się odnosić. Żywiec Biały - tak z sokiem. Wiemy, że tego nie powinno się robić, no ale KOBIETA CHCE, KOBIETA MA :D NAJLEPSZE NA KONIEC czyli deser!
A co na deser? Klasycznie - szarlotka! Prawie jej dla nas zabrakło, bo na wstępie usłyszałyśmy, że została jedna porcja, dylemat byłby straszny, ponieważ wybór deserów z karty ogranicza się tylko do dwóch pozycji: panna cotta i tiramisu, niestety nie nasz klimat. Na całe szczęście, jadłyśmy tak długo, że kucharka zdążyła upiec świeżutką szarlotkę, która trafiła na nasze talerzyki. PYSZNA!

ZDJĘCIA - może nie więcej ale zdecydowanie częściej:

-----> @blndies @oramiracle_ @lelemiecha
pozdrowienia ode mnie i mojej Grażki, do następnego!
„Fabryka Pizzy” ulica Józefa 34.















Brak komentarzy: